Setki przyjaciół i kibiców pożegnały w malutkim włoskim Coriano tragicznie zmarłego motocyklistę Marco Simoncelliego. Włoch zginął w niedzielę na malezyjskim torze. - To był perfekcyjny mężczyzna, a tacy ludzie nie mogą żyć pośród zwykłych śmiertelników - tak narzeczona Włocha Kate Ferri zakończyła wzruszającą przemowę nad trumną 24-latka.  
Pogrzeb odbył się w 10-tysięcznym Coriano. Do rodzinnego miasta Simoncelliego przybyło wielu fanów i jego przyjaciół z toru, dostrzec można było m.in. Jorge Lorenzo i Loris Capirossi.
" Jesteśmy tylko sobą"
Wcześniej na ulicach miasteczka rozłożono kwiaty i znicze, a na ścianach rozwieszono transparenty z numerem " 58" , który na plastronie nosił Włoch.
W kościele Santa Maria de la Asuncion, gdzie odprawiono pożegnalne nabożeństwo, obok trumny z ciałem zawodnika stanął jego motocykl. Gdy ją wyprowadzono z głośników popłynęła piosenka " Siamo solo noi" jesteśmy tylko sobą , jego ulubionego wykonawcy Vasco Rossiego.
To był drugi sezon Marco Simoncelliego w MotoGP, najbardziej prestiżowych wyścigach motocyklowych.
Uderzyło w niego dwóch innych zawodników. Zmarł po 45-minutach akcji ratunkowej z powodu obrażeń głowy i klatki piersiowej. Miał 24 lata.
twis/iga/k
| Imprimer